Łańcut

Czy potrafimy wyobrazić sobie polskie „Przeminęło wiatrem”, czyli „Trędowatą” (1976) Jerzego Hoffmanna, bez skąpanego w słońcu łańcuckiego parku, w którym w roztańczoną Stefanię Rudecką wpatrzony jest z zachwytem Waldemar Michorowski? Albo bez Stefanii wędrującej po Zamku Potockich, wirującej niby Calineczka po Sali Balowej i podziwiającej kolejne korytarze, na których w końcu odnajduje ją zakochany ordynat? „Szukałem pani” – powtórzy z oddaniem Leszek Teleszyński, odtwórca roli Waldemara, ale Elżbieta Starostecka jako Stefcia Rudecka wielokrotnie odrzuci jego wyznania, nie wierząc w dobre intencje arystokraty.
Nastawienie młodej kobiety zmieni dopiero szaleńczy pościg Michorowskiego na bryczce z łańcuckiej powozowni. „To była brawurowa scena w przepięknym plenerze parkowym. Ogiery z Bogusławic, owszem, były ułożone i przygotowane, ale równie dobrze mogły ponieść. Drżałam, żeby coś się nie stało Teleszyńskiemu, ale i bryczce, aby uprząż się nie zerwała, dyszel nie ułamał. Ogromnie to przeżywałam” – wspominała Teresa Fabijańska, historyk sztuki, kustoszka łańcuckiej powozowni.
Z końmi na planie tego filmu w ogóle łatwo nie było. W innej scenie operator Stanisław Loth bał się zbliżyć do ruchliwego ogiera, na którym siedział Leszek Teleszyński. Cóż było robić – aby ratować ujęcie i dać możliwość zrobienia zbliżenia, sam reżyser Jerzy Hoffman wziął aktora na ramiona i szedł razem z nim po parkowym ogrodzie w rytm stąpającego konia.
„Jerzy Hoffman zachowywał się porządnie, nie wychodził z kadru” – opisywał to zdarzenie odtwórca roli Waldemara, który po „Trędowatej” stał się jednym z najpopularniejszych aktorów nie tylko w Polsce, ale i w Związku Radzieckim (w tamtejszych gazetach określany był jako „krasawiec”). W przypadku Elżbiety Starosteckiej widzowie podzielili się, czy to ona, czy może Anna Dymna powinna zagrać rolę pięknej guwernantki, jednak nie wpłynęło to na frekwencję na seansach. Film stał się jednym z największych przebojów wszech czasów w polskich kinach. Walc skomponowany przez Wojciecha Kilara – wybitnego pianistę i kompozytora, który muzyczną edukację pobierał m.in. w Rzeszowie i tu zdobył pierwszą nagrodę za dokonania artystyczne – do dziś pozostaje jednym z ulubionych przez Polaków utworów muzycznych.
Obchodząca 50. urodziny „Trędowata” związana jest z Łańcutem tak ściśle i nierozerwalnie, że nawet wspaniałomyślnie możemy wybaczyć reżyserowi umieszczenie słynnej sceny garden party w Zamku Książ w Wałbrzychu.
Jadwiga Barańska jako hrabina Elzanowska odpoczywa w buduarze umiejscowionym w Salonie Narożnym. Tu też Stefania, akompaniując sobie na fortepianie, śpiewa dla uczennicy wiersz Adama Mickiewicza „List do M***” („Precz z moich oczu”). W Bibliotece Maciej Michorowski (w tej roli Czesław Wołłejko) umawia się z członkami rodziny na ważne rozmowy, a na Tarasie Południowym Waldemar zaprasza ukochaną na przyjęcie. Dodajmy jeszcze, że w Apartamencie Tureckim odbywa się narada, na której ordynat ogłasza nieposłuszeństwo wobec familijnych ustaleń, a w Salonie Zielonym Stefania budzi się w poślubny poranek otoczona różami i czyta list, z którego dowiaduje się, że dla towarzystwa i tak „zawsze będzie trędowata”. To wciąż nie wszystkie lokacje wykorzystane w adaptacji najpopularniejszego polskiego melodramatu autorstwa Heleny Mniszkówny, ale dają wyobrażenie o spleceniu filmowych losów Stefanii i Waldemara z wyjątkową scenerią magnackiej posiadłości Potockich w Łańcucie.
Nawet gdyby żadna inna produkcja filmowa nie wiązała się już z Łańcutem, sama „Trędowata” byłaby wystarczającym argumentem na rzecz umieszczenia tego miasta na mapie najważniejszych polskich filmowych lokacji. A przecież poza adaptacją Jerzego Hoffmana lista łańcuckich fabuł, dokumentów, kronik i animacji i tak jest bardzo długa!
Związany z rodziną Potockich Zamek w Łańcucie to jedna z najpiękniejszych rezydencji arystokratycznych w Polsce. Słynie ze stylowych wnętrz mieszkalnych, malowniczego parku w stylu angielskim oraz interesującej kolekcji pojazdów konnych. To przede wszystkim zamek oraz jego znamienici właściciele przyciągali do Łańcuta kolejne ekipy filmowe.
Jedna z pierwszych dokumentacji pochodzi z 1930 r. – warszawskie studio ARGUS zarejestrowało wtedy „Wizytę prezydenta Ignacego Mościckiego w Łańcucie”. Na nagraniu widzimy m.in. powitanie prezydenta na zamku przez rodzinę Potockich, zwiedzanie parku i zabudowań gospodarczych, wspólną kolację przy dźwiękach orkiestry, zwiedzanie łańcuckich zakładów przemysłowych, folwarku w Albigowej oraz polowanie na dziki.
W 1937 r. ekipa Polskiej Agencji Telegraficznej nakręciła w zamku kronikę „Książę Kentu w Łańcucie”. Na powitanie księcia Jerzego oraz jego żony, greckiej księżniczki Mariny, do Łańcuta zjechali wówczas także inni goście, w tym minister spraw zagranicznych Józef Bek z małżonką. Operator pokazał gospodarzy i gości w powozach oraz w pałacowym ogrodzie, spory fragment nagrania poświęcając także stadninie łańcuckiej, którą książę Jerzy zainteresował się szczególnie. Po latach o najsłynniejszym – ale już powojennym – koniu z Państwowej Stadniny w Albigowej nakręciła dokument Hanna L. Ceglińska-Leśnodorska. Jej „Bask. Objawienie Ameryki” (2017) to opowieść o polskiej i amerykańskiej karierze zwierzęcia, uznawanego za najwspanialszego konia arabskiego w całej światowej historii hodowli tych koni.
W okresie po II wojnie światowej powstało kilka dokumentów związanych z zamkiem i jego właścicielami. Maria Kwiatkowska zrealizowała „Kolekcję” (1967) – reportaż o powozach z łańcuckiej posiadłości, komentarz tego filmu czytał Jerzy Waldorff, a muzykę opracował Stefan Kisielewski. Historię samego zamku przedstawił nestor i późniejsza legenda polskiego dokumentu – Bohdan Kosiński. Jego „Historia jednego zamku” (1966) to film oświatowy, wykorzystujący stare sztychy, zdjęcia i fragmenty filmów przypominające okres świetności posiadłości oraz dramatyczne wojenne koleje losu zamkowych zbiorów. Wcześniej Kosiński zrealizował jeszcze inny film związany z historią Łańcuta – „Pamiętnik jego wysokości” (1960), zawierający satyryczne wspomnienia o Alfredzie Józefie Potockim (hrabim, ordynacie łańcuckim, ministrze rolnictwa i namiestniku Galicji), które czyta Wieńczysław Gliński.
Po wojnie polska kinematografia wielokrotnie korzystała z powozów, dzieł sztuki i obiektów sztuki użytkowej pochodzących z muzealnych zasobów. Na plany kilkunastu produkcji trafiły cenne rekwizyty objęte ochroną konserwatorską – to ważny wkład Zamku w Łańcucie w rozwój polskiego kina. Na przykład na plan „Młodości Chopina” (1951) Aleksandra Forda wysyłane były kieliszki, tace, fotele, wazony, szafy i żyrandole – w sumie 93 pozycje. Z kolei w przedstawiającym życie generała Karola Świerczewskiego „Żołnierzu zwycięstwa” Wandy Jakubowskiej pojawiły się krzesła, fotele, lustra i bryczka. 84 przedmioty wypożyczył producent „Żołnierza królowej Madagaskaru” Jerzego Zarzyckiego, a 30 pozycji powędrowało na plan „Popiołów” Andrzeja Wajdy. Meble i elementy wyposażenia wnętrz stały się rekwizytami także w „Szatanie z siódmej klasy” Marii Kaniewskiej, a cztery powozy można wypatrzyć w „Spotkaniach” Stanisława Lenartowicza.
W 1968 r. Zamek w Łańcucie stał się planem filmowym dla dużej produkcji. Jerzy Antczak w dawnej rezydencji Potockich ulokował część scen do „Hrabiny Cosel”. Opowieść o romansie króla Augusta II Mocnego oraz hrabiny Anny Cosel toczy się na tle dramatycznej polskiej historii: oto wybucha wojna północna, a Sejm ogłasza detronizację Augusta II i na króla Polski wybiera Stanisława Leszczyńskiego. Piękną Annę gra Jadwiga Barańska, a niestałego w uczuciach króla – Mariusz Dmochowski.
Jerzy Antczak pracował równolegle nad trzyodcinkowym serialem telewizyjnym oraz nad wersją kinową. Większość scenografii zapewnił co prawda Zamek Książ, jednak w Łańcucie umieszczono gabinet marszałka Fursenberga oraz korytarze zamku drezdeńskiego i pałacu hrabiny Cosel; tutaj też miały miejsce królewskie uczty.
Reżyser po latach wspominał: „Reżyseria obu wersji, kinowej i telewizyjnej, bowiem Telewizja złożyła na mnie obowiązek zrobienia trzyodcinkowego serialu, była wkroczeniem na pole minowe. Próba wdarcia się do ekskluzywnego «klubu fabularzystów» z żoną w roli głównej to było zbyt wiele. Zastosowano więc środki specjalne. Na wstępie ograniczono mi budżet. Dla obu wersji dostałem trzydzieści sześć dni zdjęciowych. I wreszcie zdecydowano, że wszystko musi być robione w plenerze. Studia są pozajmowane dla innych filmów. Gdybym nie zdążył, produkcja zostanie przerwana, bez względu na stan zdjęciowy. Tak więc powiedziano mi: «Skacz pan śmiało, tam jest płytko!». Ale dopisało mi szczęście. Dyrektor pałacu w Łańcucie, który dotąd nie wpuścił tam filmowców, wyraził zgodę na zdjęcia. To była wielka rzecz otrzymać bogate wnętrza pałacowe z całym dobytkiem. (…) W świecie filmowym ukuto taki bon mot: «Hrabina Cosel jest najtańszym wysokonakładowym filmem naszej kinematografii». Dzisiaj, po czterdziestu latach, mam prawo powiedzieć: to nie był film kinematografii polskiej. Był to film jednego człowieka, który z grupą obłąkańców takich jak on podjął się zadania niemal niemożliwego do wykonania3”.
Twórcy filmu musieli być bardzo zadowoleni z łańcuckiej lokalizacji, bo pierwsza w kraju uroczysta projekcja filmu odbyła się… w Kinie Zorza w Rzeszowie. Jak informowały lokalne „Nowiny”: „Wyróżnienie to zawdzięcza Rzeszów temu, że władze wojewódzkie udzieliły gościny zespołowi realizatorów «Iluzjon» celem nakręcenia wielu scen we wnętrzach łańcuckiego Zamku-Muzeum, a dyrekcja i personel Muzeum w Łańcucie okazały dużo pomocy ekipie filmowców w czasie realizacji filmu”. Przed prapremierą „Wojewódzki Zarząd Kin i Centrala Wynajmu Filmów w Rzeszowie zorganizowały konferencję prasową, podczas której realizatorzy podzielili się swoimi wrażeniami z kręcenia filmu w zamku łańcuckim, wyrażając jednocześnie swoją wdzięczność za okazaną pomoc przez partyjne i administracyjne władze wojewódzkie w Rzeszowie i dyrekcję Muzeum w Łańcucie”.
Zamek Potockich stał się też lokalizacją kilku scen do filmu Janusza Majewskiego, opartego na opowiadaniu Prospera Mérimée. „Lokis. Rekopis profesora Wittembacha” (1970) to rzadki w polskiej kinematografii przykład kostiumowego horroru. Niemiecki lingwista i etnograf profesor Wittembach udaje się w podróż na Litwę i Żmudź, by prowadzić badania nad śladami starego piśmiennictwa. Podczas pobytu w pałacu hrabiego Michała Szemiota uczony poznaje rodzinną opowieść o porwaniu przez niedźwiedzia matki hrabiego, która po tym zdarzeniu popada w obłęd, a sam Michał Szemiot zaskakuje gościa ekstrawaganckimi zachowaniami. Czy to możliwe, że arystokrata jest w istocie półniedźwiedziem, nazywanym w jezyku litewskim lokisem? Ciekawe kreacje stworzyli u Janusza Majewskiego Edmund Fetting, Małgorzata Braunek, Józef Duriasz i Gustaw Lutkiewicz, a w opowieści o polowaniu i niedźwiedziu wykorzystano szkice wybitnego rysownika Franciszka Starowieyskiego (który również jest autorem plakatu do filmu). Nastrój buduje muzyka Wojciecha Kilara, m.in. walc, który za kilka lat, dzięki „Trędowatej” Jerzego Hoffmana, będzie nucić cała Polska.
Szczególnie ciekawa jest scena chłopskiego tańca – nakręcono ją na terenie wsi Markowa z udziałem członków Zespołu Pieśni i Tańca Gacoki oraz Zespołu Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie (późniejsza Bandoska). Choreografię tego tańca oraz tańca wykonywanego przez Małgorzatę Braunek przygotowała znakomita wieloletnia animatorka kultury i wychowawczyni wielu pokoleń rzeszowskich tancerzy związana z Wojewódzkim Domem Kultury w Rzeszowie – Bożena Niżańska.
Wspomniana „Trędowata” rozsławiła łańcucki zamek. Relacje z planu ukazały się w prasie w całym kraju, a widzowie czynili cuda, aby dostać się na kinowe seanse. W styczniu 1977 r. „Życie Przemyskie: tygodnik społeczny” donosiło: „Jak nas poinformowała kierowniczka kina «Bałtyk» w Przemyślu, p. Irena Skalska – w ciągu dwóch tygodni «Trędowatą» obejrzało około dwudziestu dwóch tysięcy osób, co jest absolutnym rekordem frekwencji w minionym roku! W roku 1975 największą popularnością cieszył się «Potop», który – w samym tylko Przemyślu wzbudził zainteresowanie u ponad 50-tysięcznej widowni! Gdy się jednak zważy, że «Potop» wyświetlany był przez pełne 3 miesiące, love story Mniszkówny zdaje się być niepokonana!”. Dziś taka frekwencja to rzecz absolutnie nieosiągalna.
O znaczeniu „Trędowatej” dla łańcuckiej społeczności świadczy m.in. remake, który powstał w 2015 r. W redakcji TV Łańcut, działającej przy Miejskim Domu Kultury, uczniowie łańcuckich liceów i gimnazjów zrekonstruowali wybrane sceny z filmu, a na uroczystej premierze filmu jako gość honorowy pojawiła się sama Elżbieta Starostecka. Aktorka była pod wrażeniem pracy młodzieży: „Nastrój, wrażenie były znakomite. Sceny, które miały wzruszać – wzruszały, a te, które miały śmieszyć – śmieszyły. Poza tym zrobiono bardzo dobry montaż, nie było nudy, nic się nie dłużyło, cięcia były w odpowiednich momentach. Mnie się szalenie podobało!”.
W 1980 r. Muzeum-Zamek w Łańcucie ponownie stał się planem filmowym. Za kamerą stanął Tadeusz Junak i zrealizował dramat obyczajowy „Pałac”. Twórca związany z awangardową łódzką formacją Warsztat Formy Filmowej sięgnął po powieść Wiesława Myśliwskiego i przekonująco nadał rzeczywistości ostatnich dni II wojny światowej charakter symboliczny i oniryczny. Oto dworski pasterz – w tej roli świetny Janusz Michałowski – w swojej własnej wyobraźni staje się panem pięknego bogatego pałacu i doświadcza tego wszystkiego, co jest codziennością życia ziemiaństwa. Na ekranie w rolach drugoplanowych pojawiają się: sama Magda Umer, a ponadto związani z rzeszowskim Teatrem im. Wandy Siemaszkowej Zdzisław Kozień i Adam Fornal. W filmie uwieczniono m.in. Galerię Rzeźb, Sypialnię Męską, Salon pod Zodiakiem, Gabinet w Wieży (zwany też małą biblioteką), Teatr, Salę Balową oraz ogród. W przejmującej scenie pojawił się także imponujący platan, rosnący na zamkowym dziedzińcu.
Warty odnotowania jest amerykańsko-polski film wojenny z 1988 r. „I skrzypce przestały grać”. Reżyser Alexander Ramati (urodzony w żydowskiej rodzinie w polskim Brześciu jako Dawid Grinberg) podjął rzadki temat eksterminacji Romów w czasie II wojny światowej i dokonał adaptacji swojej powieści pod tym samym tytułem. Jego opowieść koncentruje się na taborze, który pod przewodnictwem skrzypka Romana Mirgi ucieka na Węgry, aby uniknąć niemieckich represji i wywózek do obozów koncentracyjnych. Mimo brawurowych i pomysłowych decyzji kolejni członkowie taboru giną, a część grupy trafia do obozu w Auschwitz, gdzie poddawana jest okrutnym eksperymentom doktora Józefa Mengelego. Główną rolę zagrał popularny aktor Horst Buchholz (znany m.in. z westernu „Siedmiu wspaniałych” Johna Sturgesa, nazywany niemieckim Jamesem Deanem), a część obsady stanowili aktorzy polscy. Za zdjęcia był odpowiedzialny Edward Kłosiński, a muzykę skomponowali Leopold Kozłowski (nazywany ostatnim polskim klezmerem) oraz Zdzisław Szostak. W Zamku w Łańcucie powstała jedna scena tego filmu – noworoczny bal, podczas którego bohaterowie mogą mieć jeszcze złudzenia co do przebiegu wojny.
Brigitte Bardot i Elizabeth Taylor w polskim filmie? To możliwe tylko u Lecha Majewskiego. Polsko-amerykański reżyser filmowy i teatralny, pisarz, poeta, malarz i scenarzysta podjął się stworzenia realistyczno-fantastycznego dramatu opartego na własnej powieści „Pielgrzymka do grobu Brigitte Bardot cudownej”. Nastoletni Adam – w tej roli Kacper Olszewski – nie może pogodzić się z nieobecnością ojca, który po zakończeniu II wojny światowej nie wrócił do rodziny. Chłopak rusza na poszukiwania, a na swojej drodze spotyka postaci ze współczesnej mu kultury masowej, w tym m.in.: Brigitte Bardot, Rogera Moore’a, zespół The Beatles oraz Elizabeth Taylor. Podróż Adama w filmie „Brigitte Bardot cudowna” przypomina losy syna Odyseusza – Telemacha, któremu w zdobywaniu informacji o zaginionym ojcu pomagali bogowie. Korytarze Biały i Północny, Biblioteka oraz Teatr – te przestrzenie łańcuckiego zamku tworzą imaginarium tajemniczego hotelu, po którym wędruje szukający ojca nastolatek.
Przejawem globalizacji współczesnej kultury są nie tylko ikony europejskiej i amerykańskiej kultury masowej pojawiające się w łańcuckich lokacjach, ale również wybory dokonywane przez… azjatyckich producentów telewizyjnych. W 2024 r. premierę w indyjskich serwisach streamingowych miał serial „Freedom at Midnight” (produkcja nie ma polskiej dystrybucji, tytuł oznacza po polsku: „Wolność o północy”). To serial historyczny nakręcony w języku hindi oraz angielskim, będący adaptacją bestsellerowej książki pod tym samym tytułem autorstwa Dominique’a Lapierre’a i Larry’ego Collinsa. Twórcą opowieści jest wychowany w Bombaju reżyser, producent i scenarzysta Nikhil Advani. Fabuła dotyczy indyjskiej walki o niepodległość, przedstawia podział Indii i Pakistanu w 1947 r. oraz ówczesne relacje religijne i społeczno-polityczne. Do tej pory powstały dwa siedmioodcinkowe sezony. W tej indyjskiej produkcji możemy zobaczyć m.in. sceny nakręcone w Bibliotece, Teatrze, Salonie Narożnym czy parku, a zdjęcia imponującej głównej fasady zamku wykorzystano w zwiastunie serialu.
Pozostając w obszarze międzynarodowych powiązań, warto odnotować jeszcze francuski film o Czesławie Bojarskim – polskim emigrancie, który w latach 60 XX w. stał się najsłynniejszym fałszerzem pieniędzy nad Sekwaną. Bojarski urodził się w 1912 r. w Łańcucie. Studiował we Lwowie oraz Gdańsku, a do Francji trafił zapewne w czasie II wojny światowej. W ciągu kilkunastu lat sfałszował banknoty o łącznej wartości 300 mln starych franków, a jego falsyfikaty były niemal niewykrywalne – stąd przydomek „Cézanne fałszerzy”. W filmie „L’Affaire Bojarski” (polski tytuł „Fałszerz stulecia”) historię Czesława Bojarskiego opowiada francuski reżyser Jean-Paul Salomé, który traktuje swojego bohatera bardziej jako wynalazcę i niedocenianego imigranta-inżyniera niż gangstera (wywodzący się z Łańcuta Bojarski opatentował m.in. projekty zatyczek do pojemników, szczoteczek do zębów, maszynek do golenia czy kapsułek kawowych do ekspresu).
Najnowszą produkcją filmową związaną z Łańcutem jest „Lalka” – serial w reżyserii Pawła Maślony oparty na powieści Bolesława Prusa. Scenariusz jest dziełem trójki autorów: Pawła Maślony, Pawła Demirskiego oraz Jagody Dutkiewicz. Kostiumy zaprojektowała Dorota Roqueplo (pracująca także przy „Brigitte Bardot cudownej”), a operator to Paweł Flis. W serialowej „Lalce” główne role kreują Tomasz Schuchardt oraz Sandra Drzymalska. To jedna z najbardziej dyskutowanych filmowych produkcji ostatnich lat – także z tego powodu, że w tym samym czasie powstaje pełnometrażowa fabuła Macieja Kawalskiego z udziałem Marcina Dorocińskiego oraz Kamili Urzędowskiej. Jak wypadną serialowe losy Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej i jakie łańcuckie sceny przejdą do historii polskiej kinematografii? Okres zdjęciowy rozpoczął się 1 lipca 2025 r. Na premierę „Lalki” czekamy z wielką niecierpliwością i ciekawością. A kto wie, może widzowie wypatrzą w tej produkcji te same karety i powozy, którymi w adaptacji Wojciecha Hasa (1968) jeździli Beata Tyszkiewicz i Mariusz Dmochowski?
Jan Potocki herbu Pilawa – podróżnik, językoznawca, historyk i pierwszy polski archeolog, ponadto poseł na Sejm Czteroletni i doradca cara Aleksandra I do spraw azjatyckich, ale przede wszystkim autor fenomenalnego „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Jan Potocki z majątkiem swojej rodziny w Łańcucie związany był krótko, ale była to obecność znacząca. Przeniósł się tu po przystąpieniu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego do konfederacji targowickiej (co oznaczało rezygnację ze zmian wprowadzonych przez Konstytucję 3 Maja oraz zależność od Rosji) i stworzył dla sceny dworskiej „Recueil des Parades” („Parady”) – sztukę w stylu komedii dell’arte. W późniejszych latach, już po wyprowadzce z Łańcuta, Potocki pisał kolejne wersje swojego najsłynniejszego dzieła – „Manuscrit trouvé à Saragosse” (pol. „Rękopis znaleziony w Saragossie”), które to dzieło zapewniło mu trwałe miejsce w historii światowej literatury. W zamku pozostał portret twórczego i nieszablonowego arystokraty – „Jan Potocki z piramidami” (w 1804 r. namalował go Jan Chrzciciel Lampi).
Najsłynniejszą powieść Jana Potockiego przeniósł na ekran Wojciech Jerzy Has. „Rękopis znaleziony w Saragossie” (1964) w jego reżyserii, z udziałem Zbyszka Cybulskiego, ma status dzieła wręcz genialnego. Podziwiany jest m.in. ze względu na szkatułkowość narracji, scenografię Jerzego Skarżyńskiego i kostiumy Jerzego oraz Lidii Skarżyńskich. Na charakter opowieści ogromny wpływ ma również muzyka Krzysztofa Pendereckiego, w której klasyczne melodie hiszpańskie łączą się z eksperymentalną muzyką elektroniczną. To jedno z najbardziej oryginalnych dzieł światowego kina, którym inspirowali się najwybitniejsi filmowi twórcy, w tym Louis Buñuel i David Lynch. „Reżyser wykreował świat utkany wyłącznie z fantazji i na poły oniryczny. Przełożył na język kina tekst zdawałoby się nieadaptowalny (…). Wojciech Jerzy Has, łamiąc obowiązujące zasady i reguły, dał kinu film zagadkę, niepowtarzalny i nadal zaskakujący świeżością i rozmachem. Ta plątanina wątków i elementów splata się w węzeł, którego rozplątanie do dzisiaj stanowi jedno z największych wyzwań filmoznawczych8” – pisał o tym filmie Tomasz Kolankiewicz.
Spośród dzieł filmowych i telewizyjnych związanych z osobą hrabiego Jana Potockiego warto wymienić „Parady” w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego z udziałem Piotra Fronczewskiego, Ewy Dałkowskiej, Marka Kondrata i Grzegorza Wonsa. Zrealizowany w 1978 r. spektakl ma swoje miejsce w Złotej Setce Teatru Telewizji.
Bardzo interesujące są również dwie animacje. Na zaproszenie wieloletniego dyrektora Muzeum-Zamku w Łańcucie Wita Karola Wojtowicza w 2009 r. do miasta przyjechali wybitni twórcy, bracia bliźniacy Stephan i Timothy Quayowie. Zafascynowani zamkiem oraz hrabią Janem Potockim, twórcy słynnej „Ulicy krokodyli” stworzyli animowany dokument „Inwentorium śladów” jako hołd dla autora „Pamiętnika znalezionego w Saragossie”. W swoim obrazie wykorzystali nie tylko animację, ale także współczesne ujęcia wnętrza łańcuckiego zamku. „Buszowaliśmy po zamku jak dzieci. Odkryliśmy rzeczy, których nie mogliśmy przewidzieć, pisząc scenariusz (…). To była ogromna frajda, każde dziecko marzy o takiej zabawie. Wit pozwolił nam wchodzić, gdzie tylko chcieliśmy. Wszyscy zostawili nas w spokoju, a zamek stał się największym studiem filmowym na świecie. Jesteśmy za to wdzięczni, bo nie lubimy wkraczać od frontu, najbardziej interesuje nas wchodzenie tylnymi drzwiami9” – opowiadali po zakończeniu zdjęć. Narrację w filmie dopełnia muzyka Krzysztofa Pendereckiego.
Z kolei Marcin Giżycki, znakomity reżyser filmów dokumentalnych i animowanych oraz krytyk i historyk filmu, w swoim „Theatrum Magicum” zrealizowanym w 2017 r. przedstawia występ iluzjonisty, w którym pojawiają się trzy charakterystyczne postaci. To: Kasander z „Parad” autorstwa hrabiego Jana Potockiego, pionier kina Georges Méliès z jego własnych filmów oraz XVIII-wieczny blagier baron Münchhausen, znany z filmu Karela Zemana i ilustracji Gustave’a Dorégo. Trikowo-animowany film łączy w sobie scenki aktorskie i różne rodzaje animacji, to rodzaj hołdu złożonego dawnym widowiskom teatralnym oraz sztuce iluzjonistycznej, ale także wyjątkowej przestrzeni teatralnej znajdującej się w Zamku w Łańcucie. Scenerię opowieści tworzą oryginalne zabytkowe dekoracje Teatru Księżnej Marszałkowej Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej z czasów świetności łańcuckiego teatru dworskiego – jedne z nielicznych zachowanych do dziś w Europie.
Wśród dokumentów poświęconych Potockiemu warto odnotować wyreżyserowany przez Marię Guzy film „Podróżnik. Jan Potocki, wielki nieznany”. Film zrealizowany w 2023 r. wykorzystuje zarówno współczesne zdjęcia z różnych zakątków świata, jak i historyczne przedstawienia malarskie, które pozwalają odtworzyć atmosferę epoki. Zdjęcia realizowane były w zabytkowych lokalizacjach w: Szwajcarii, Hiszpanii, Maroku i Turcji, a ponadto w Zamku Królewskim w Warszawie, Wilanowie oraz w Zamku w Łańcucie.
Interesującym dokumentem o codzienności lat 70. w PRL są „Odpustowe pierniki z Kańczugi” zrealizowane w 1976 r. przez Krzysztofa Chojnackiego i Teresę Ambrożewicz. To film dokumentalny nakręcony dla Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie, przedstawiający warsztat pracy Tadeusza Słowika. Piernikarz (czy ktoś jeszcze dziś zna to słowo?) swój powstały w 1926 r. zakład odziedziczył po rodzicach, pracował natomiast w pojedynkę – jego syn zamiast piernikarzem chciałby zostać mechanikiem samochodowym. Wiele tytułów poświęconych mieszkańcom Łańcuta i okolic powstało w ostatnich latach w TV Łańcut. Są to m.in.: „Wiatr się nie kończy – Tadeusz Dubiel”, „Kowalstwo Boże” czy „Papa Georgiou”. Miejsc i lokalnej historii dotyczą z kolei takie filmy jak: „Skracanie – na czym zaoszczędzi”, „Memento – śladami łańcuckiej historii”, „Łańcut jakiego nie znamy” i „45 lat z Miejskim Domem Kultury w Łańcucie”. Ciekawą produkcją jest ponadto „Diabeł Łańcucki” – w 2022 r. opowieść o Stanisławie Stadnickim, szlachcicu-awanturniku, wyprodukowała Fundacja Ułani Króla Jana.
Oddzielną grupę stanowią filmy zrealizowane w ramach programu Podkarpacka Kronika Filmowa, realizowanego przez Podkarpacką Komisję Filmową. Bohaterem dokumentu „Płatnerz musi być muzykiem” (2017) Katarzyny Mazurkiewicz jest Krzysztof Panas – łańcucki mistrz rzemiosła artystycznego w zakresie metaloplastyki i płatnerz specjalizujący się w wyrobie broni rodzimej oraz oręża dalekowschodniego. Portret zasłużonego dla Rzeszowa i całego regionu południowo-wschodniej Polski etnografa, historyka i muzealnika Franciszka Kotuli wyreżyserował Roland Dubiel. Jego film nosi tytuł „Swój nieznany” (2017). „Mistrz i uczeń” (2020) Katarzyny Mazurkiewicz to zapis relacji między 24-letnim Michałem, uczestnikiem odbywających się w Łańcucie Letnich Międzynarodowych Kursów Muzycznych im. Zenona Brzewskiego, a profesorem Pawłem Radzińskim. Kolejny film tej reżyserki to „MaMalarka” (2021). Przedstawia on sylwetkę artystki Barbary Porczyńskiej, która jeden ze swoich cykli malarskich tworzy na sprzętach kuchennych, takich jak patelnie i garnki. „Wykonywane przez nią autoportrety nie ukazują bezproblemowego życia, tylko przeciwnie – obecne są na nich smutek i gniew. Mnie one kojarzą się z niemym krzykiem kobiety, która nie pozwala na przelanie duszonych w sobie emocji na otoczenie, bo boi się niezrozumienia albo skrzywdzenia najbliższych. Kiedy realizowałam film, bałam się, że przesadzę w którąś ze stron – że będzie albo zbyt cukierkowo i pokażemy Basię jako mamę idealną, tym bardziej że ma ona do dzieci ogromne pokłady cierpliwości, albo przekażemy zbyt dużo negatywnej energii. Wydaje mi się jednak, że ostatecznie wszystko udało się wypośrodkować i pokazaliśmy ją taką, jaka jest” – opowiada o swoim filmie Katarzyna Mazurkiewicz.
Listę kronikowych produkcji zamykają na razie „Chłopaki” (2023) w reżyserii Łukasza Machowskiego i Katarzyny Machałek. To zbiorowy portret wychowanków Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Łańcucie. „Jako młody chłopak siedziałem na krawężniku z moimi kumplami i patrzyłem na to wielkie gmaszysko Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Łańcucie. Paliliśmy papierosy, piliśmy piwko, a w oknach tego budynku widziałem młodych ludzi, którzy patrzyli na nas. Czułem, że jesteśmy tacy sami, a dzieliły nas okna i mury ośrodka” – opowiada o swoich bohaterach Łukasz Machowski.
Istotną część produkcji filmowych nawiązujących do historii ziemi łańcuckiej są te, które odnoszą się do losów rodziny Ulmów z Markowej oraz ich żydowskich sąsiadów. Józef, ciężarna Wiktoria oraz ich sześcioro dzieci zginęli w czasie II wojny światowej za ukrywanie dwóch żydowskich rodzin, które również zostały zamordowane przez niemieckiego okupanta. Byli to: ojciec i pięciu synów o nazwisku Szall oraz Gołda Goldman i jej siostra Lajka z córeczką. W 1995 r. Wiktoria i Józef Ulmowie zostali uhonorowani pośmiertnie tytułem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata, a w 2023 r. cała rodzina Ulmów została przez Kościół katolicki ogłoszona błogosławioną.
Zagłada Żydów oraz bohaterstwo Ulmów stały się tematem kilku filmów dokumentalnych oraz dokumentów fabularyzowanych. W 2004 r. powstał dokument „Ulmowie. Świadectwo sprawiedliwych” w reżyserii Dariusza Walusiaka, a 10 lat później, na podstawie nowych informacji i badań prowadzonych przez historyka dr. Mateusza Szpytmę, film ten został zmodyfikowany i uaktualniony.
Pięć lat później premierę miał „Świat Józefa” w reżyserii Rafała Wieczyńskiego – twórcy znanego m.in. z filmu i serialu „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Historię markowskich Sprawiedliwych Wieczyński opowiedział głosami uczestników tamtych wydarzeń, współczesnych badaczy oraz kilku pokoleń mieszkańców Markowej. Reżyser sięgnął po trzy rodzaje źródeł, którymi są: zeznania złożone przez świadków w 1958 r. w procesie jednego z morderców – Josefa Kokotta, relacje żyjących w Izraelu i Kanadzie ocalonych żydowskich mieszkańców Markowej i okolic oraz zdjęcia, dokumenty i listy Józefa Ulmy. O tych ostatnich opowiada lektor wcielający się w postać Józefa Ulmy – jego bratanek Jerzy Ulma. „Tacy ludzie jak Ulmowie podwyższają nam poprzeczkę, pokazują właściwe podejście do życia w codzienności, które wspaniale sprawdza się i owocuje w sytuacji trudnego wyboru. (…) Ci, którzy zginęli za okazany gest miłosierdzia chrześcijańskiego, to bohaterowie Polski Walczącej, z których powinniśmy i mamy prawo być dumni” – mówił o swoich bohaterach Rafał Wieczyński.
W 2016 r. produkcji fabularyzowanego dokumentu „Chleba naszego powszedniego” podjęła się Telewizja Łańcut. Sceny dokumentalne wyreżyserowała Katarzyna Mazurkiewicz, a fabularne – Kornel Pieńko. Główne role zagrali aktorzy scen rzeszowskich: Ewa Mrówczyńska, Robert Żurek, Robert Chodur i Marek Kępiński. W 2023 r. miała miejsce premiera aż trzech filmów. „Przykazanie miłości. Historia Rodziny Ulmów z Markowej” to fabularyzowany dokument TVP Marty Pietrasiewicz i Piotra Kucińskiego. W rolach głównych wystąpili: Karolina Góra, Marek Zarzycki, Jerzy Turowicz i Michał Kępiński. Walorem filmu są archiwalne zdjęcia autorstwa Józefa Ulmy oraz wypowiedzi archiwalne rodziny i krewnych Ulmów. Dokument „Porzucone kwiaty. Historia rodziny Ulmów” wyreżyserowali dla TVP Józef Kamil Brzostowski i Małgorzata Zygo, którzy zdecydowali się opowiedzieć także o innych osobach, które z narażeniem życia ratowały swoich żydowskich sąsiadów: Katarzynie Sikorze, Stanisławie Grocholskim czy Józefie Kulpie. Z kolei „Historia jednej zbrodni” w reżyserii Mariusza Pilisa to dokument kinowy koncentrujący się na osobach odpowiedzialnych za mord na rodzinie Ulmów oraz ukrywanych przez nich Żydach.
Tekst: dr Grażyna Bochenek

















