Wolna sobota
.jpg%3F2026-01-09T11%3A01%3A38.772Z&w=3840&q=80)
Leszek Staroń
Jerzy Janicki
Andrzej Ramlau
Jerzy Śnieżawski
Antoni Mleczko
1977
Wojciech Siemion, Mieczysław Górkiewicz, Zdzisław Wardejn, Grzegorz Warchoł, Jerzy Łapiński
Polska
37 min.
Zespół Filmowy Iluzjon
Tworylne,Przełęcz Orłowicza,Lesko,Wejście na niebieski szlak na Rawkę,Caryńskie,Wodospad w Pszczelinach,Taras Gospody Żubr w Lutowiskach,Krywe,Park konny w Zatwarnicy
Komedia
.jpg%3F2026-01-09T11%3A01%3A38.772Z&w=3840&q=80)
Pracownicy parku konnego woleliby otrzymać nową talię kart, zamiast słuchać wykładu magistra z Warszawy, zaproszonego przez brygadzistę. Co gorsza, przyjazd gościa wypadł w wolną sobotę, a wozak Mieczysław Gawełek (Wojciech Siemion) miał już na ten dzień inne plany. Sytuacja uległa zmianie, gdy do bazy wozaków trafił ugryziony przez żmiję turysta: wyprawa do miasta stała się tym samym nie tylko wyprawą po prelegenta, ale również sprawą życia i śmierci…
O tym wszystkim wozak Gawełek opowiada prokuratorowi, tłumacząc okoliczności pobicia, o które został oskarżony. Przez całą jego opowieść przebija żal, że zmarnował jeden z nielicznych swoich wolnych od pracy dni: „toż ja całą wolną sobotę straciłem, żeby ratować człowieka” – wzdycha w czasie przesłuchania. Opowieść jest utrzymana w konwencji realistycznej komedii, a jej atuty to nie tylko znakomici aktorzy i piękne plenery, ale także celne socjologiczne obserwacje. Scenariusz napisał Jerzy Janicki, a film wyreżyserował Leszek Staroń.
Krzysztof Potaczała - pisarz
Wojciech Siemion, mimo zmęczenia, chętnie przyjął zaproszenie na prelekcję do zakładowej klubokawiarni i opowiedział o kulisach zawodu aktora. - W Zatwarnicy gościli też Bogusz Bilewski, Witold Pyrkosz i Ryszard Pietruski – mówi Stanisław Potomski, ówczesny kierownik budowy osiedla mieszkaniowego w Sękowcu. – Tego ostatniego robotnicy pamiętali z kilku filmów, między innymi z „Czarnych chmur”, i pytali, dlaczego nigdy na ekranie nie wciela się w amantów. Zaśmiał się i odpowiedział, że jak się ma wygląd bandyty, to trudno ubiegać się o role zdobywcy niewieścich serc, z czym zresztą już się pogodził, choć czasem zazdrościł bardziej przystojnym kolegom.
Krzysztof Potaczała, Bieszczady w PRL-u, Lesko, Bosz, 2016, s. 211.
Zobacz na mapie
.jpg%3F2026-01-09T11%3A01%3A38.772Z&w=3840&q=80)
Tworylne
W czasie drogi wozak Gawełek wraz z turystą trafiają na jednego z miejscowych, wiozącego na wozie drzewo („ładny buczek” – chwali Gawełek, ale wcześniej komentuje cicho do turysty „głowę bym dał, że kradzione”). Sąsiad ma idealne rozwiązanie dla ukąszonego przez żmiję turysty: beznamiętnie oznajmia, że jad trzeba wyrzucić razem z palcem, najlepiej siekierką.
.jpg%3F2026-01-09T11%3A25%3A49.747Z&w=3840&q=80)
Przełęcz Orłowicza
To miejsce jest opisane przez bohaterów filmu jako pastwisko pod Magurą. To tutaj w porządnym namiocie biwakuje turysta. Jest świetnie ubrany i wyposażony, a przez to nijak nie przystaje do bieszczadzkiej dzikości i biedy. Mężczyzna zostaje ukąszony przez żmiję – i to uruchamia całą lawinę dalszych zdarzeń. Pechowca do punktu medycznego ma zawieźć wozak Gawełek, mimo, że jego zdaniem: „żmije bardziej są w Bieszczadach potrzebni niż turyści”.
.jpg%3F2026-01-09T11%3A02%3A03.361Z&w=3840&q=80)
Lesko
„Konkretnie Gawełek, konkretnie” – instruuje prokurator (Zdzisław Wardejn). – „Końkretnie, końkretnie” – zgadza się przesłuchiwany wozak Gawełek (Wojciech Siemion). Urzędnik próbuje poznać okoliczności pobicia prelegenta z Warszawy i straszy wozaka konsekwencjami: „W waszej sprawie już było parę telefonów”. Gawełek zaś szczegółowo dzieli się opowieścią nie tylko o tym kon(ń)kretnym wydarzeniu, ale o całej swojej sobocie. To przecież miał być jego wolny dzień, ale stało się inaczej. Podczas krótkich przerw obydwaj mężczyźni przyglądają się leskiej ulicy, na której milicjant wypisuje mandat mężczyźnie źle traktującemu konie. Dla Gawełka konie to najlepsi przyjaciele, mówi o nich na przykład: „moje konie najlepsze na parku (...) oba konie luks”. Furmana z długaśnymi wąsami zagrał (wielokrotnie udzielający się w bieszczadzkich produkcjach jako statysta) charakterystyczny mieszkaniec Leska Kazimierz Oryszczak.
.jpg%3F2026-01-09T11%3A01%3A51.644Z&w=3840&q=80)
Wejście na niebieski szlak na Rawkę
Gawełek zawozi turystę do węglarza, który poza wypałem drewna ma być wyjątkowo biegły w wypalaniu jadu żmii. Mężczyzna podchodzi do zadania profesjonalnie – za pomocą pół litra dezynfekuje przybyszowi palec i zabiera się za rozgrzewanie metalowego pręta. Przerażony turysta w ostatniej chwili cofa rękę, a Gawełek utyskuje, że wódka poszła na zmarnowanie. Na drzwiach baraku, w którym rezyduje węglarz, widz może dostrzec obwieszczenie informujące o cenach skupu wełny.
.jpg%3F2026-01-09T11%3A01%3A38.772Z&w=3840&q=80)
Caryńskie
Na trasie do miasta wozak Gawełek wraz z ukąszonym przez żmiję turystą trafiają na pracującą przy stadzie owiec panią weterynarz (w tej epizodycznej roli wspaniała Maria Kaniewska). Gawełek potrzebuje od niej „lipnego zaświadczenia” o stanie zdrowia swoich koni, aby uchronić je przed rzeźnią. Lekarka ostro oponuje i odrzuca propozycję gruzińskiego koniaku, zdradzając jednak: „no przecież pan wie, że ja, jeżeli już, to czystą...”. Pani weterynarz oferuje turyście surowicę przeciwjadową, ale gdy wyciąga z torby olbrzymią, przeznaczoną dla zwierząt strzykawkę, w oczach turysty pojawia się przerażenie. Mężczyzna błyskawicznie odwraca się i ucieka tratując niczemu niewinne owce.
.jpg%3F2026-01-09T11%3A01%3A31.345Z&w=3840&q=80)
Wodospad w Pszczelinach
Turysta przerażony wizją amputacji palca ucieka jak najdalej od wozaka Gawełka, spada ze skarpy i ląduje... prosto w małym wodospadzie. Na polance wokół dostrzega biwakujących turystów i u nich szuka ratunku. Za turystą biegnie Gawełek, trzymający w ręku... siekierę! „Panie, zabierz go do miasta, bo mnie się nerwy skończyli” krzyczy do biwakującego mężczyzny zdenerwowany wozak
.jpg%3F2026-01-09T11%3A01%3A19.230Z&w=3840&q=80)
Taras Gospody Żubr w Lutowiskach
Wozak Gawełek czeka tu na prelegenta, który jedzie pekaesem z Warszawy. Autobus się spóźnia, a w zmęczonym wozaku rośnie żal i złość: „z tych nerwów to w gospodzie czekałem. No, kazałem sobie sałatkę, i coś pod nią, potem bez sałatki… A pekaesu nie widać. No cała sobota mi przez palce przeciekła! No to nie zamówiłby Pan trzeciej?” relacjonuje potem na przesłuchaniu. Obok wozaka siedzą dzieci wraz z opiekunką: z powodu karcącego wzroku młodej kobiety Gawełek odsuwa od siebie szklankę z wódką. Niewiele to daje, jak zeznaje potem prokuratorowi: „jak pekaes nadszedł, to już po dopingu byłem”. Scena była kręcona na starym tarasie restauracji Żubr. Statystami – klientami są miejscowi, między innymi znany bieszczadnik Jerzy Świtalski, zwany Jurkiem 2000, przy stolikach siedzą także mieszkające wówczas w okolicy dzieci. W tle widać cerkiew, która przestała istnieć w 1979 roku.
.jpg%3F2026-01-09T11%3A26%3A21.165Z&w=3840&q=80)
Krywe
Gawełek spotyka tu kierowcę zmierzającego do parku konnego po zwierzęta przeznaczone do rzeźni. Wozak z premedytacją wskazuje kierowcy z miasta błędną drogę.
.jpg%3F2026-01-09T11%3A27%3A25.460Z&w=3840&q=80)
Park konny w Zatwarnicy
„Gawełek, Gawełek, dawaj tu do mnie!” – woła szef parku konnego. – „Dzisiaj to mnie możesz pocałować” – odpowiada ze stoickim spokojem wozak Gawełek, bo w wolną sobotę nie ma zamiaru ruszać do pracy. Kierownik tymczasem nalega, że trzeba odebrać z dworca prelegenta, który przyjeżdża z odczytem „O pochodzeniu człowieka”. Młody mężczyzna skarży się, że nie może zaprosić kina objazdowego, bo aparatury nie da rady podłączyć do... nafty, tymczasem jego kierownictwo wymaga co miesiąc sprawozdawczości, jak wygląda oferta kulturalno-oświatowa dla bieszczadzkich robotników. Rozmowa toczy się w stajniach i na wybiegach dla koni, a zwierzęta traktowane są przez pracowników parku z największą czułością i miłością.








