Kino objazdowe
.jpg%3F2025-12-18T13%3A56%3A29.098Z&w=3840&q=80)
Stanisław Jędryka
Jerzy Janicki
Wiesław Zdort
Olimpiusz Olszewski
Wojciech Trzciński
1988
Andrzej Pieczyński, Dorota Kamińska, Kazimierz Ostrowicz, Zdzisław Kozień, Czesław Lasota
Polska
52 min.
Zespół Filmowy Oko
Dramat, Obyczajowy
.jpg%3F2025-12-18T13%3A56%3A29.098Z&w=3840&q=80)
W środku śnieżnej zimy do małej osady w Bieszczadach przyjeżdża kino objazdowe. Zaangażowany kinooperator, Mieczysław Król (Andrzej Pieczyński), z rozczarowaniem zauważa, że nie ma dla kogo wyświetlać filmów: na polecenie leśniczego wszyscy mieszkańcy ruszyli na polowanie.
Z braku widzów seans zostaje odwołany, a kinooperator postanawia odwiedzić znajomą dziewczynę. Telewizyjny film obyczajowy wyreżyserował Stanisław Jędryka, a scenariusz do niego napisał Jerzy Janicki. Janicki jest również autorem tekstu ballady śpiewanej w czołówce przez Andrzeja Zauchę („... baju baj, może jest na świecie jeszcze taki kraj”).
Krzysztof Potaczała - pisarz
Prawdziwe kino objazdowe w latach sześćdziesiątych i jeszcze u progu siedemdziesiątych niekiedy odwiedzało Bieszczady. Sposobność obcowania z kinem na kołach mieli chociażby robotnicy kwaterujący w hotelu w Terebowcu.
– W tym filmie jest tak, że seans zostaje odwołany, bo robotnicy muszą naganiać zwierzynę jakiemuś myśliwemu prominentowi, ale u nas świetlica była pełna – zapewnia Kazimierz Grudniak, pomieszkujący w tamtym czasie w zetbeelowskim hotelu.
– Kiedy w Lutowiskach otwarto stacjonarne kino „Strażnica”, niektórzy od czasu do czasu przebierali się w świąteczne ubranie i jeździli pekaesem łyknąć trochę kultury. A była to wyprawa, dwadzieścia sześć kilometrów w jedną stronę.
Krzysztof Potaczała, Bieszczady w PRL-u, Lesko, Bosz, 2016, s. 212.
Zobacz na mapie
.jpg%3F2025-12-18T13%3A54%3A59.711Z&w=3840&q=80)
Wzgórza nad Berehami Górnymi
Do zgromadzonych w lesie uczestników polowania biegnie Mieciu Król i krzyczy, że przyjechało kino. „My tu mamy lepsze kino” odpowiada leśniczy (Zdzisław Kozień) i wcale nie ma zamiaru zwolnić mieszkańców z udziału w ich obowiązkach. Mieciu Król nie może tego zrozumieć: „ja, kurcze, kocham to kino, moje kino moja miłość” – mówi sam do siebie. W drodze do dziewczyny Mieciu brnie samotnie w śniegu. Wydaje się, że otaczają go tylko góry i lasy, ale wkrótce na nartach podjeżdża do niego funkcjonariusz Straży Granicznej i prosi o dokumenty. Kinooperator nie chce wyjawić nazwiska swojej „baby”, ale i tak pogranicznik daje mu spokój. Mimo śniegu po pas Mieciowi udaje się bezpiecznie przetransportować do domu Danusi – miejscowej nauczycielki – pudełko z pączkami. Sceny w domu dziewczyny zostały jednak zagrane już nie w Bieszczadach, a w Wielkopolsce, w miejscowości Karczewo.
.jpg%3F2025-12-18T13%3A56%3A29.098Z&w=3840&q=80)
Park konny w Zatwarnicy
Puste baraki i puste ośnieżone podwórka: tylko kot i stróż wychodzą na powitanie kinooperatora, który nie może uwierzyć, że na seansie nie będzie widzów: „Co jest, wywiało wszystkich? To tak się kulturę wita?” Okazuje się, że bilety na film kupiły tylko 3 osoby (koszt biletów to w sumie 60 zł), ale i tak wszyscy mieszkańcy zostali skierowani do udziału w polowaniu. Skoro nie ma widzów, to nie będzie seansu, decyduje Mieciu Król i zaznacza: „sztuka ma służyć ludziom”.
.jpg%3F2025-12-18T13%3A57%3A40.961Z&w=3840&q=80)