\ wodospad w Iwli

Ulubione miejsce Lubicy, to właśnie tutaj Andrzej spotyka ją podczas kąpieli. Kobieta opowiada mu, że gdy była mała, w rodzinnej Słowacji chłopcy i dziewczęta podkradali sobie nawzajem ubrania. Teraz już tego nie robią, bo: „teraz nie ma tam żadnych chłopców ani dziewcząt. Albo pouciekali do miasta albo od razu rodzą się starzy”. Po scenie miłosnej Lubica wciera w skórę Andrzeja grudki ziemi, wyjaśnia, że robi z niego generała, żeby mężczyzna niczego już się nie bał. Andrzej odpowiada, że nie jest nawet zwykłym szeregowym. Ta miłość pozostanie niespełniona. Świadkami spotkania dwójki zakochanych pozostaną połamane macewy, od czasu wojny porzucone w korycie rwącej rzeczki.

 

Ikona cytat
Dariusz Jabłoński
reżyser i autor scenariusza:

„Szybko nauczyliśmy się szacunku dla natury. Latem, drugiego dnia zdjęć pojechaliśmy nad wodospad, który jawił nam się jako urocze, sielskie źródełko. Ale kiedy zanieśliśmy tam sprzęt, nagle zaczął padać deszcz. W 15 minut rzeczułka zamieniła w gigantyczną, rwącą, żółtą rzekę. Zamókł sprzęt, huk był taki, że nic nie było słychać, ludzie zsuwali się po skarpie. Kaskaderzy wyciągali nas z wąwozu na linach. A miejscowi tylko pukali się w czoło. Dobrze wiedzieli, czym groziło tego dnia schodzenie nad wodospad.

– Za to trafił pan na wymarzoną dla filmowca zimę.

Krajobraz był fenomenalny. Ale na dworze temperatura wynosiła minus 30. Na moich oczach na twarzach współpracowników pojawiała się biel odmrożenia. Gdy zadzwoniliśmy do producenta kamery, że sprzęt nie chce chodzić, powiedział, że daje gwarancję do minus 20 stopni. Członkowie ekipy, kiedy wchodzili do nagrzanych od pieców wnętrz, padali jak muchy i zasypiali. Każdemu powiedziałem, że go rozumiem, że może wsiąść w pociąg i mnie zostawić. Zdjęcia zamieniły się w walkę o przeżycie. Miejscowi wiedzą, że jak jest mróz, to się nie wychodzi, tylko siedzi w chałupie i pali drewnem”.

Krzysztof Kwiatkowski, Piwo w wychodku, „Wysokie obcasy” 2009, nr 19.

 

psf 0007 wodospad

„Za fasadą wsi kryją się mroczne tajemnice. Andrzej dotyka ich w swojej prozie. Kiedyś siedziałem z nimi na piwie i jeden rzucił: 'Te macewy, co są w rzece...'. Drugi go uciszył i nakrzyczał, że jest pijany. Odczekałem kilka dni i zapytałem ich, skąd pochodzą te macewy. Kiedyś tam był cmentarz żydowski, ale ktoś zrzucił płyty nagrobne do rzeki. Sekrety mieszkańców Beskidów mają ciężar antycznych tragedii. Ludzie wiedzą, że nie powinny być ujawniane.

– Często dopiero wyrzucenie z siebie tajemnic prowadzi do pogrzebania traumy.

– Wiesz, to małe społeczności. Ktoś stoi za zrzuceniem macew – sąsiad albo facet mieszkający trzy domy dalej. Jeśli miejscowi oswoją się z tobą i zaczną traktować jak swojego, odkrywasz gigantyczne emocje u ludzi, o których myślałeś, że głównie siedzą na rynku i piją piwo.

Krzysztof Kwiatkowski, Piwo w wychodku, „Wysokie obcasy” 2009, nr 19.

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.


więcej